top of page

W kuchni życia. Gdy pomysły kipią, a świat chce jednego dania dnia.

29 gru 2024

4 min czytania

0

45

Jak nie zwariować w świecie, który nie był projektowany dla Ciebie?


Wyobraź sobie, że jesteś kucharzem.

Nie takim z programu w telewizji, tylko z własnej kuchni, własnej głowy.

Pomysły przychodzą stadami. Widzisz nie jeden przepis, tylko piętnaście naraz.

Zupa z pieczonych warzyw. Makaron z czymś chrupiącym. Deser z kardamonem, którego jeszcze nikt nie wymyślił.

Serce przyspiesza jak przed startem. Widzisz siebie w sklepie: trzecia alejka, górna półka, kurkuma powinna stać obok kuminu. Ręce same zaczynają się ruszać, w środku czujesz to znajome ...muszę sprawdzić, jak to będzie smakować.


W tym stanie trudno skupić się na czymkolwiek innym. Świat mógłby się palić, a Ty jesteś w głowie w kuchni, w garnkach, w smakach. Czasem wychodzi z tego coś genialnego – danie, którego nikt się nie spodziewa. Czasem kończysz z szafką pełną przypraw i brakiem jednego konkretnego posiłku na stole.

Jeśli masz ADHD, to nie jest metafora. To jest poniedziałek.


Świat lubi prosty kompas: północ–południe, cel–plan–realizacja.

Najpierw ktoś ułożył ten kompas pod większość, a potem zapomniał dodać przypisu, że ta większość to tylko statystyka, a nie definicja normalności.

Zamiast zapytać: Jak działasz najbardziej efektywnie i czego potrzebujesz?

słyszysz pytanie, które znam aż za dobrze: Dlaczego nie możesz działać tak jak wszyscy?


Twój układ nerwowy nie orientuje się na „zadania między 9:00 a 17:00”, tylko na ciekawość i emocję. Działasz falami energii, a nie równiutkimi bloczkami z kalendarza. Twoja uwaga nie włącza się na hasło muszę, tylko na to ma sens, to jest ważne, to mnie porusza.


Oczywiście, że nie mieścisz się w ogólnie przyjętych strukturach. I bardzo dobrze. Świat potrzebuje ludzi, którzy nie są ulepieni z regulaminu.


Neurotypowość, to, co nazywamy standardem, nie jest wyznacznikiem wartości. Jest tylko statystyczną większością. Thomas E. Brown powiedział to wprost, zanim zrobiło się to modne. Reszta to już nasza decyzja: czy traktujemy większość jak jedyną słuszną matrycę, czy jak jeden z wielu wariantów.


Słyszę często ten sam lęk:

„Świat, w którym żyję, nie uznaje wychodzenia poza ramy. Tak jest urządzony. Inaczej się nie da”.


Pozwól, że opowiem Ci historię człowieka, który całe życie spędził za linią tych ram.

Nazywał się Moondog. Tak, naprawdę tak o sobie mówił. Muzyk, kompozytor, poeta.

W wieku szesnastu lat stracił wzrok. To jest moment, w którym większość scenariuszy się urywa. On rok później zaczął naukę gry na skrzypcach i wiolonczeli. Postanowił zostać kompozytorem.

Pojechał do Nowego Jorku. Przez trzydzieści lat żył jak uliczny poeta, charakterystyczna postać w futrzanej pelerynie, gdzieś między chodnikiem a niebem drapaczy chmur. Dla jednych ekscentryk. Dla innych ikona.

Nagrywał muzykę z pogranicza klasyki, rocka i jazzu.

Współpracował z Charlesem Mingusem i Allenem Ginsbergiem.

Jego utwór „All Is Loneliness” wzięła na warsztat Janis Joplin.

Moondog nie wszedł do świata, żeby się dopasować. On sobie ten świat dogiął. Nie mieścił się w żadnym zgrabnym opisie: niewidomy, bez linearnej kariery, bez typowej ścieżki. A jednak jego muzyka wciąż gra, dekady po tym, jak przeszedł przez Manhattan jako dziwak z ulicy.


Dlaczego o nim piszę w tekście o ADHD? Bo jest dla mnie symbolem tego, czego system się boi najbardziej: człowieka, który idzie własnym torem tak konsekwentnie, że świat w końcu musi zauważyć jego ścieżkę.


ADHD w świecie, który nie był projektowany dla ADHD, działa jak stały zgrzyt w maszynie. System mówi: proszę tu się podpisać, tak się pracuje, tak się żyje, tak się planuje przyszłość. Ty czytasz to jak instrukcję do sprzętu, którego w ogóle nie masz w domu.


Słyszysz krytykę tam, gdzie powinna być ciekawość. Zamiast pytania: „jak to u Ciebie działa?”, dostajesz komunikat: „musisz się dociąć, zmodyfikować, przyciąć wszystkie wystające elementy”. Ktoś Ci mówi, że to dla Twojego dobra. A Ty w środku czujesz, że po każdym „dla dobra” robisz się mniejszy.


Jesteśmy karmieni jednym mitem: albo dopasujesz się do ram, albo wypadniesz z gry. Ja uważam, że jest trzecia opcja: możesz zacząć zmieniać zasady gry tam, gdzie stoisz.


Odwróćmy więc perspektywę.

Zamiast słuchać w kółko, że masz się dostosować, spróbuj na chwilę założyć, że masz coś, czego brakuje większości świata.


Nie mówię tego jak mem-motywator. Mówię jak ktoś, kto na co dzień widzi u ludzi z ADHD rzeczy, których wielu neurotypowym może tylko pozazdrościć: kreatywność, która pędzi jak rakieta, zdolność łączenia faktów jak alchemik mieszający składniki, intuicję, która wyprzedza analizy o dwa kroki, elastyczność, która potrafi uratować projekt wtedy, gdy wszystkie plany awaryjne zawiodły.


Problem w tym, że nikt nie uczy nas z tego korzystać.

Uczą: uspokój się, nie przesadzaj, daj spokój z tymi pomysłami, rób swoje.

Nie uczą: sprawdź, w jakich warunkach Twój mózg naprawdę dobrze funkcjonuje, jak możesz ustawić dzień pod swoją falę energii, a nie pod cudzy kalendarz, komu Twoja intensywność służy, a przy kim zawsze się kurczysz.


Wyobraź sobie przez chwilę życie, w którym ADHD nie jest przeszkodą do spełniania wymagań, tylko źródłem innowacji. Świat, w którym nie jesteś związany sztywnymi ramami godzin pracy, jeśli Twój najlepszy czas to świt albo późny wieczór. W którym nikt nie patrzy na Ciebie krzywo, gdy mówisz: potrzebuję pięciu projektów, żeby być w formie, a nie jednego na trzy miesiące.

Brzmi jak science fiction? Owszem. Ale każda zmiana systemowa zaczyna się od tego, że jednostki zaczynają żyć trochę bardziej po swojemu, a trochę mniej pod dyktando tak, że się robi.


Przyszłość, jeśli mamy w ogóle sensownie o niej myśleć, należy do tych, którzy przestaną udawać, że wszyscy mamy tę samą instrukcję obsługi. Świat naprawdę ma pojemność, by zrozumieć różnorodne mapy. Tylko ktoś musi się odważyć przestać udawać, że ma tę standardową.


I tu wracamy do pytania z tytułu: jak nie zwariować w świecie niedostosowanym do Ciebie?


Nie chodzi o to, żebyś nauczył się wreszcie udawać, że Ci pasuje.

Chodzi o to, żebyś krok po kroku budował swoje mikro-środowisko: kawałek pracy, w której znają Twój sposób działania; kawałek relacji, w których nie musisz się cenzurować; kawałek dnia, który jest naprawdę Twój, a nie z odzysku.


Dr Edward Hallowell, jeden z najbardziej znanych ekspertów od ADHD, powtarza to, co tutaj próbuję rozwinąć: drogą nie jest wieczne poprawianie siebie pod sztywny system. Drogą jest akceptacja własnego sposobu funkcjonowania i tworzenie warunków dopasowanych do tego, jak działa Twój mózg i ciało. Najpierw we własnym pokoju. Potem w pracy. Potem, jeśli starczy siły i czasu, odrobinę szerzej.


Chcesz spróbować?

Nie potrzebujesz wielkiego manifestu. Zacznij od małej, brutalnie szczerej rzeczy: zobacz, w których momentach dnia najbardziej idziesz przeciwko sobie. Tam często jest pierwszy punkt korekty kursu.

Nie musisz zmieniać siebie, żeby przetrwać.


Moondog chodził po Nowym Jorku latami, zanim świat zaczął go słuchać.

Ty nie musisz czekać tak długo, żeby zacząć słuchać siebie.



bottom of page