top of page

Pod górę z workiem kamieni. O emocjonalnym ładunku i działaniu mimo oporu.

5 sty 2025

6 min czytania

0

51


Wyobraź sobie, że idziesz w Tatry.

Ścieżka dobrze znana: zakosy, korzenie, pot, mgła, która raz odsłania szczyt, raz go zabiera. Wiesz, gdzie jest schronisko. Wiesz, że na górze czeka ciepłe łóżko i talerz pierogów z kapustą, które pachną tak, jak lubisz od dziecka. Plecak spakowany rozsądnie, woda, bluza, latarka. W teorii wszystko się zgadza.


Jest tylko jeden problem: po drodze zacząłeś podnosić kamienie.

Najpierw małe, na chwilę, bo ciekawe.

Potem większe: ten jest wyjątkowy, tego nie zostawię.

Zanim docierasz do połowy drogi, masz już nie plecak, tylko worek kamieni przywiązany do pleców. Każdy krok ciągnie w dół. Tracisz oddech, drętwieją ręce. Czujesz, jak te wszystkie kamienie wciskają się przez materiał w kręgosłup.

I co robisz?

Dokładasz kolejny.


Tak właśnie wygląda dzień osoby z ADHD, jeśli nikt jej nie powiedział, co się dzieje z emocjami w jej układzie nerwowym.

Nie bierzesz na siebie tylko zadań, spotkań, maili i konkretnych rzeczy do zrobienia. Bierzesz też emocjonalny ładunek: każdą niepewną minę, każdy ton głosu, każdą niewysłaną wiadomość, każde muszę i powinnam, które nie ma gdzie się podziać. Te emocje nie znikają. One lądują w worku.

Im bardziej nie wiesz, co z nimi zrobić, tym cięższy staje się każdy dzień.


Powiem coś, co nie jest specjalnie wygodne: Twój system regulacji emocji naprawdę działa inaczej.

Thomas E. Brown, jeden z tych, którzy nie mówią o ADHD jak o defekcie, tylko jak o innym układzie, pisze, że osoby z ADHD „przeżywają emocje w pełnym kolorze i bez filtra”. Nie „trochę wkurzony”. Wkurzony do szpiku. Nie „lekko spięta”. Ciało w gotowości, jakby ktoś zaraz miał włączyć alarm.


Jeśli do tego dorzucić codzienny stres, wrażliwość sensoryczną, hałas miasta, światła monitorów, oczekiwania ludzi, którzy „tylko pytają” dostajesz przepis na chroniczny nadmiar. A nadmiar ma swoją własną logikę.


To, co kiedyś było czuciem, zaczyna zamieniać się w blokadę. Samo myślenie o trudnej rozmowie, mailu, który trzeba odpisać, albo zadaniu, które ma duży ciężar, wywołuje opór. Nie taki, który się rozchodzi po pięciu minutach. Taki, który zamraża.

Chcesz, ale ciało stoi w miejscu. Głowa produkuje tysiąc powodów, żeby zacząć jutro.

To nie jest lenistwo. To jest emocjonalne przeciążenie, które wybiło bezpieczniki.


Do tego dokładamy kolejny fragment układanki: czas.

Jeśli masz ADHD, prawdopodobnie znasz zjawisko, które nazywa się time blindness, ślepotą na czas. Przeszłość i przyszłość są jak wyblakłe zdjęcia na ścianie. Wiesz, że tam są, ale nie czujesz ich ciężaru. Jedyne, co jest naprawdę realne, to „teraz” albo „nie teraz”.


Gdy mówisz sobie: „w weekend pomaluję ścianę”, Twój mózg zapisuje to w folderze „nie teraz”.Ten folder nie ma konkretnej daty. To taka psychiczna przechowalnia na rzeczy, które niby są ważne, ale nie mają żadnego smaku ani zapachu w tej chwili.

Dlatego możesz miesiącami patrzeć na pomazaną flamastrami ścianę i szczerze się dziwić, że ten mityczny weekend jeszcze nie nadszedł. Przecież „miałeś się tym zająć”. Miałeś. Tylko Twoja neurobiologia działa w innym trybie.

I tu jest sedno: dla mózgu ADHD plan na za tydzień często jest science fiction. Co dopiero plan na za rok.

Nie oznacza to, że nie jesteś zdolny do długoterminowych projektów. Oznacza, że nie możesz oprzeć życia na zdaniu „zrobię to kiedyś”. Kiedyś nie istnieje. Istnieje decyzja dzisiaj.

Decyzja nie jest planem idealnym. Jest pierwszym krokiem, który wyciąga coś z folderu „nie teraz” i przenosi do „teraz robię, choćby w najmniejszej wersji”.


Neurobiologia dorzuca kolejny kamień: system nagradzania.

Masz osłabioną zdolność opóźniania gratyfikacji. To naukowy sposób powiedzenia, że projekty, w których nagroda jest odroczona, motywują Cię dużo słabiej niż rzeczy, które dają efekt natychmiast.

Twój mózg inaczej przetwarza dopaminę, neuroprzekaźnik odpowiedzialny za motywację i poczucie przyjemności. Zamiast widzieć nagrodę „za trzy miesiące, jak skończymy projekt”, widzi głównie to, że przez trzy miesiące będzie ciężko. Ta przyszła korzyść jest za słaba, za daleka, za abstrakcyjna, żeby odpalić silnik.

Ale powiedz mu: „za pół godziny idziemy do kina na film, który kochasz” i nagle okazuje się, że potrafisz być gotowy pięć minut przed czasem.

Nie dlatego, że nagle zrobiłeś się odpowiedzialny. Dlatego, że nagroda jest gęsta, konkretna i blisko. Ma smak.


ADHD nie oznacza braku motywacji. Oznacza, że motywacja musi być odczuwalna. Jak syrop malinowy robiony przez babcię: intensywny, słodki, obecny tu i teraz.

To dlatego tak kluczowe są małe kroki. Nie jako coachingowy slogan, tylko jako sposób na oszukanie systemu, który nie odpala na „kiedyś”, ale potrafi odpowiedzieć na „dzisiaj zrobię jedną rzecz”.


Każdy taki krok, dopięty od początku do końca, Twój mózg zapisuje jako pozytywną informację zwrotną. Mały wybuch dopaminy. Mały kamień, który zamiast lądować w worku, zostaje za Tobą na ścieżce.


Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden cichy zabójca działania: perfekcjonizm.

Paradoksalnie, ludzie z ADHD bardzo często są perfekcjonistami. Lata funkcjonowania w trybie „znowu coś zawaliłem” robią swoje. Pojawia się obronna logika: jeśli nie zrobię czegoś idealnie, lepiej nie robić wcale.


To jak nagły, zimny wiatr za rogiem budynku. Wychodzisz z pomysłem, z drżeniem, ale jednak. Masz w sobie odrobinę odwagi. I wtedy przychodzi myśl: „a jeśli znowu nie wyjdzie?”. Lodowaty podmuch przecina ciało. Wszystko staje na baczność i krzyczy: „wracaj do środka”.


Perfekcjonizm jest sprytny. Mówi Ci, że Cię chroni. W praktyce zatrzymuje Cię w miejscu. Projekty żółkną w notatkach. Marzenia kurczą się do rozmiaru „kiedyś”. Życie toczy się obok, a Ty stoisz na poboczu z kalendarzem w jednej ręce i parasolem rozsądku w drugiej.


W tym miejscu mógłbym napisać: „zmień myślenie”, „uwierz w siebie”, „po prostu zacznij”. Tylko że to są hasła z plakatów, a nie instrukcja działania dla mózgu, który naprawdę działa inaczej.


Powiedzmy więc to wprost: ADHD to nie wada charakteru. To inna architektura działania. Inny system operacyjny.

Im bardziej próbujesz udawać, że masz ten standardowy, tym większy opór. Tym więcej kamieni ląduje w worku. Tym łatwiej uwierzysz, że trudność równa się „lenistwo” albo „brak silnej woli”.


Trudność nie jest świadectwem lenistwa. Trudność jest sygnałem, że narzędzia, których próbujesz używać, nie są dostosowane do Twojego układu nerwowego.

Świat został zbudowany z myślą o neurotypowych standardach: punktualności, linearności, kontroli nad czasem. Nic dziwnego, że codziennie doświadczasz frustracji. Pytanie brzmi: co z tym zrobisz?


Alternatywa nie polega na tym, żeby porzucić wszystkie zasady i żyć na wiecznym spontanie. Alternatywa to inna droga: droga eksperymentowania, słuchania własnych potrzeb, poznawania swoich predyspozycji i budowania środowiska, w którym możesz funkcjonować po swojemu.

To nie jest łatwe, ale jest realne.


A teraz ta część, której nie da się ominąć: świat na Ciebie nie zaczeka.

Życie nie zatrzyma się dlatego, że Twoja dopamina akurat jest na minusie. Nie poczeka, aż lęk spadnie do zera. Nie zrobi pauzy, bo Twój mózg mówi: „jeszcze nie teraz”.

To brzmi brutalnie, ale w tym jest też dobra wiadomość: skoro życie się nie zatrzyma, to każdy, nawet bardzo nieidealny ruch po Twojej stronie ma znaczenie.


Nie da się przeżyć życia na sucho, stojąc na brzegu i badając temperaturę wody tylko wzrokiem. Możesz spędzić dwadzieścia lat, planując idealny moment na skok. W tym czasie fala przyjdzie i odejdzie, wiele razy, z Tobą lub bez Ciebie.

Zaczynanie jest aktem odwagi. Ale to nie jest odwaga z filmów bez lęku, z heroiczną muzyką w tle. To jest odwaga z drżącą ręką, z sercem, które wciąż się waha, z głową pełną wątpliwości.

Nie potrzebujesz pozwolenia, żeby pierwszy raz zanurzyć stopy w wodzie.


Więc tak, rzucam Ci wyzwanie.

Nie jutro. Dzisiaj.

Weź jedną rzecz, którą od miesięcy albo lat chowasz do folderu „później”. Mail, który boisz się wysłać. Pierwszy akapit tekstu. Otworzenie folderu z projektem. Wstępny szkic. Krótką notatkę z wizją. Cokolwiek.

Zrób z tym coś minimalnego. Nie ważne, czy to będzie piękne. Nie ważne, czy skończone. Ważne, że wyjdzie z „nie teraz” do „zaczęte”.

Nie musi być idealnie. Nie musi być odważnie. Ma być prawdziwie. Nie dla świata. Dla Ciebie.


Bo nic się nie zmieni, dopóki Ty się choć odrobinę nie ruszysz. To jest ta część, której nikt za Ciebie nie odpracuje. I tak – wbrew pozorom, to jest dobra wiadomość. Bo to oznacza, że nie jesteś skazany na wieczne czekanie na „lepszy moment”.


Twój worek kamieni nie opróżni się sam. Ale każdy kamień, który odłożysz dziś na ścieżce, to krok lżejszy jutro.

ADHD nie przestanie istnieć, jeśli będziesz udawać, że masz inny mózg. Świat nie stanie się nagle idealnie dopasowany.

Możesz jednak zacząć budować swoją architekturę działania: małymi, konkretnymi decyzjami, mimo oporu, mimo drżących rąk, mimo tego, że czasem wszystko w Tobie krzyczy „nie teraz”.


Kamienie zostaną w górach. Ty masz jeszcze kawał drogi przed sobą.





bottom of page