top of page

Wrażliwość, stres czy przeciążenie sensoryczne.

22 sie 2025

6 min czytania

0

35


Wyobraź sobie zwykły dzień.

Rano tramwaj. Zbyt dużo wszystkiego naraz. Głosy, telefony, czyjeś perfumy, dziecko płacze, ktoś przesuwa metalową ramkę po podłodze. Drzwi piszczą przy każdym przystanku. Ty niby tylko jedziesz do pracy, ale Twoje ciało zachowuje się, jakby szykowało się do lądowania awaryjnego.

Potem biuro. Open space, który ktoś kiedyś zaprojektował jako „nowoczesną przestrzeń współpracy”. W praktyce to sala bez ścian, za to z niekończącym się szumem. Klimatyzacja mruczy, drukarka chrobocze, ktoś stuka długopisem o biurko, ktoś inny rozmawia przez telefon o czymś, co absolutnie Cię nie dotyczy, a Twój mózg i tak to rejestruje.

Wieczorem dom. Ktoś czegoś chce. Ktoś czegoś potrzebuje. W tle telewizor, powiadomienia na telefonie, światło z ekranu. Nagle orientujesz się, że od rana nie było ani jednego momentu naprawdę cicho.

I zastanawiasz się, dlaczego jesteś „taki zmęczony”, skoro „nic specjalnego się nie stało”.

To jest ten moment, w którym lubię być brutalnie uczciwy:Twój neuroatypowy sposób funkcjonowania nie żyje w próżni. On żyje w świecie, który nie został dla niego zaprojektowany.


To jest historia: masz inny układ nerwowy, który trafia do świata, który działa jak niekończący się koncert z za głośną orkiestrą.

To, jak się czujesz, to nie tylko „Twoje cechy”. To efekt przecięcia: Twojego mózgu i Twojego otoczenia.


Jeśli żyjesz w środowisku niedostosowanym do Twoich potrzeb, a większość z nas żyje, to chroniczny stres nie jest reakcją przesadną. Jest reakcją adekwatną.

Tyle że Twój system reaguje mocniej, intensywniej i wolniej zjeżdża z wysokich obrotów.

Twój umysł jest bardziej wyczulony na bodźce.

Te wewnętrzne: myśli, emocje, napięcie w ciele.I te zewnętrzne: hałas, światło, bałagan, ruch, zapachy, nagłe zmiany.

Czasem paradoksalnie robisz jeszcze więcej hałasu podskórnie – przewijasz, przełączasz, zagadujesz, odpalasz trzy rzeczy naraz – żeby zagłuszyć napięcie, które i tak już jest za wysokie.


Gabor Maté pisze w Scattered Minds, że ADHD można rozumieć jako odpowiedź mózgu na świat pełen przeciążeń, w którym brakuje emocjonalnego bezpieczeństwa, ciekawości i swobody. Nie tylko genetyka. Także gleba, na której ta genetyka rośnie. Nie wrzucam tego zdania jak cytat do prezentacji. Zostawiam Ci je jako niewygodne pytanie: czy na pewno wszystko, co dziś o sobie myślisz, jest „Twoją winą”?


Zanim zaczniemy mówić o radzeniu sobie, trzeba nazwać coś, o czym rzadko mówi się wprost: szybkie przeciążenie układu nerwowego.


To, że męczysz się szybciej, nie wynika z tego, że masz słabą psychikę.

Twój mózg ma po prostu mniejszy filtr.

Do Ciebie dociera więcej.

Drobiazgi, które inni w ogóle ignorują, Ciebie potrafią podcinać od środka: ton głosu, który brzmi chłodno. Niewysłany mail. Mina szefa, którą interpretujesz jak katastrofę. Czyjeś westchnienie na spotkaniu, które bierzesz za ocenę.

Jeśli do tego dorzucić historię niepowodzeń, w szkole, w pracy, w relacjach, robi się z tego pełny plecak.

Porażka nie zostaje pojedynczym doświadczeniem.

Staje się dowodem w sprawie przeciwko Tobie: „znowu zawaliłem”, „znowu coś źle zrobiłam”, „może po prostu się nie nadaję”.


Tak tworzy się błędne koło: „low self-esteem cycle”. Każde niepowodzenie wzmacnia przekonanie o własnej niekompetencji. To przekonanie podnosi poziom stresu. Stres z kolei zwiększa szansę na kolejne potknięcie. A kolejne potknięcie potwierdza „prawdę” o Tobie.


Po jakimś czasie nie potrzebujesz już obiektywnego kryzysu. Wystarczy jedna krytyczna uwaga. Jedno odrzucenie. Jedno „nie” tam, gdzie tak bardzo chciałaś usłyszeć „tak”.

Twój emocjonalny stres jest wtedy bardziej intensywny. Reagujesz mocniej na odrzucenie, na dystans, na czyjąś obojętność. To nie jest „przesadna wrażliwość”. To osłabiona zdolność hamowania impulsów emocjonalnych w układzie, który i tak jest pod ostrzałem.


Odrzucenie + niedostosowane środowisko = prosta droga: konflikty, wybuchy, wycofanie. A jeśli trwa to za długo pojawia się przewlekły stres. Z przewlekłego stresu już blisko do depresji, lęków, problemów ze snem, ucieczek w nałogi. Chyba że w którymś momencie powiesz „stop” nie sobie, tylko temu mechanizmowi.


Dodajmy do tego jeszcze jedną warstwę: uwagę.

Stres to nie jest tylko uczucie. To stan, który ingeruje w funkcjonowanie mózgu.

Przy wysokim poziomie stresu spada zdolność do koncentracji, planowania, elastycznego myślenia. Możesz mieć świetną pamięć, a i tak nagle nie móc przypomnieć sobie tytułu książki, którą czytałaś w zeszłym tygodniu. Możesz wyjść ze spotkania i zorientować się, że połowa rozmowy jest jak wytarta taśma, byłaś ciałem, ale głowa się wyłączyła.

To nie jest brak szacunku do ludzi. To jest układ nerwowy, który w którymś momencie uznał, że priorytetem jest Twoje przetrwanie, nie dokładne zapamiętanie każdego punktu agendy. Dlatego będę powtarzać do znudzenia: w Twojej sytuacji opanowanie stresu nie jest fajnym dodatkiem. To jest podstawowa umiejętność życiowa. Coś w rodzaju instrukcji obsługi własnego systemu.


I tak, mam też dla Ciebie dobrą wiadomość: stres może być sygnałem, z którym się pracuje, a nie tylko wrogiem do zniszczenia.

O ile nauczysz się go czytać zanim przerodzi się w huragan.

Spójrzmy teraz na codzienność: relacje, dom, praca.


W relacjach bywa trudno utrzymać harmonię. Nie dlatego, że jesteś z natury „konfliktowa” czy „nie do życia”. Czasem chodzi o impulsywność, która sprawia, że mówisz szybciej, niż chcesz. Czasem o zapominanie rzeczy, które dla innych są święte: czyjeś urodziny, ważne ustalenie, drobiazg, który dla Ciebie ginie w szumie, a dla drugiej osoby jest testem „czy Ci zależy”.


Czasem źródłem jest niska samoocena. Jeśli w środku ciągle słyszysz „to Twoja wina”, interpretujesz neutralne sytuacje jak oskarżenie.

Jak często doświadczasz krytyki od otoczenia? Jak często czujesz, że nie miesisz się w społeczne oczekiwania? Jak często wstydzisz się za bałagan wokół siebie, za niedokończone sprawy, za to, że rodzicielstwo nie wygląda u Ciebie jak w podręczniku?

Każda z tych sytuacji dokłada kolejną warstwę napięcia.

To napięcie z czasem staje się tłem: lęk, depresja, wypalenie emocjonalne nie pojawiają się znikąd. One wyrastają ze stałego życia „pod prądem”.


A praca?

Praca bywa najbardziej bezlitosnym lustrem.

Próbujesz dostosować się do środowiska, które działa według zasad niepisanych dla Ciebie: open space, stałe godziny, endless meeting culture. Świat, w którym liczy się „jak Cię widzą”: uporządkowany kalendarz, szybka odpowiedź, zero potknięć.

Więc robisz to, co potrafisz najlepiej: starasz się bardziej. Zostajesz dłużej. Bierzesz na siebie więcej. Maskujesz zmęczenie, byle nie wyjść na „słabego ogniwa”. Uczysz się sztywnych struktur organizacyjnych, choć Twój mózg ich szczerze nie znosi.

Ciągłe dopasowywanie się do systemu, który nie uwzględnia różnorodności funkcjonowania, sprawia, że żyjesz w trybie „zaraz się potknę”. Jak chodzenie po linie bez siatki.


A kiedy się potkniesz, bo każdy się potyka, system ma już etykiety przygotowane: „chaotyczny”, „trudna we współpracy”, „niedojrzały”, „leniwy”. Zostajesz przesunięty z kategorii „inny styl pracy” do kategorii „problem”.


Wykluczenie, izolacja, ironiczne komentarze, pasywna agresja, to wszystko nie tylko boli. To nakręca stres do poziomu, na którym przestajesz widzieć swoje zasoby.

Nie jest przypadkiem, że osoby z ADHD częściej stają się celem mobbingu. System lubi atakować tam, gdzie ktoś odstaje od normy, a jednocześnie bardzo się stara.

Mogłabym tu wkleić definicję dystresu: niekorzystnego rodzaju stresu, który przekracza Twoje możliwości radzenia sobie. Mogłabym wypisać objawy: problemy z koncentracją, bezsenność, napięcie mięśni, poczucie bezradności. To wszystko prawda. Ale chcę żebyś zobaczył coś jeszcze: stres nie jest tylko abstrakcyjną kategorią. To jest codzienne doświadczenie życia w świecie, który stale mówi Ci: „nie taki, nie tak, nie w tym tempie”.

Kiedy Twój mózg rejestruje zagrożenie, nie rozróżnia, czy to tygrys, czy mail od szefa. Uruchamia reakcję walki, ucieczki albo zamrożenia.


Walka, gdy wchodzisz w konflikt, bronisz się, wybuchasz.

Ucieczka gdy znikasz, wycofujesz się, odkładasz, unikasz.

Zamrożenie gdy siedzisz i patrzysz w ekran, nie mogąc zrobić pierwszego kroku.


Jeśli taki tryb staje się normą, płacisz też ciałem. Ciało nie jest osobnym projektem. Przewlekły stres prowadzi do realnych problemów zdrowotnych, nie tylko „psychicznych”.

To brzmi fatalistycznie, ale nie piszę tego po to, żeby Cię dobić. Piszę, żebyś zobaczył, że to, co przeżywasz, ma mechanizm. A to oznacza, że można się go uczyć i wpływać na niego zamiast całe życie krzyczeć na siebie za objawy.


Norman Doidge, badając plastyczność mózgu, napisał kiedyś:

„Mózg jest systemem znacznie bardziej otwartym, niż kiedykolwiek sobie wyobrażaliśmy… Dała nam natura mózg, który przetrwa w zmieniającym się świecie, zmieniając się sam”.

Nie cytuję tego zdania po to, żeby zrobić z niego motywacyjny slogan.

Dla mnie to jest fundament: Twój mózg ma możliwość zmiany sposobu reagowania. Nie przez magiczne myślenie, tylko przez rozumienie, co się w nim dzieje i konsekwentną pracę z tym, na co masz wpływ: środowisko, nawyki, sposób mówienia do siebie, granice.

Wrażliwość, stres, przeciążenie sensoryczne, to nie są etykiety, które mają Cię przybić. To są trzy różne języki, którymi Twój system próbuje powiedzieć: „Tak, jakoś funkcjonuję. Ale to, jak jest teraz, jest za dużo”.


Nie chodzi o to, by zacisnąć zęby i „przyzwyczaić się”.

Chodzi o to, by przestać brać całą winę na siebie i zacząć traktować stres jako informację: o tym, co trzeba zmienić w otoczeniu, w rytmie, w relacjach, w oczekiwaniach.

Reaguj świadomie. Nie dlatego, że „powinnaś sobie radzić lepiej”.

Dlatego, że Twój mózg, ze wszystkimi swoimi odchyleniami, nadmiarem bodźców i szybkim przeciążeniem, zasługuje na coś więcej niż życie na krawędzi systemu, który nigdy nie był dla niego pisany.





bottom of page