
Marta Skiba
Coach
Grudzień zaczyna się wcześniej niż kalendarz.
Najpierw są reklamy z mikołajami w listopadzie. Migające światełka w drodze z pracy. „Last Christmas” w głośnikach między działem z mąką a lodówkami z mrożonkami. Ekspedientka przy kasie rzuca niby mimochodem:
– O, już się pani cieszy na święta?
W tym samym czasie Instagram i TikTok zalewa fala treści o „regulacji emocji”.
Rolki o tym, jak „pozostać spokojną przy trudnej rodzinie”.
Posty o tym, jak „nie dać się sprowokować”.
Checklisty: oddychaj głęboko, licz do dziesięciu, praktykuj uważność.
Dla wielu osób brzmi to jak kolejny punkt na liście „powinnam”:
powinnam być spokojna, powinnam być ponad, powinnam mieć do wszystkiego dystans.
Jeśli masz wyższą wrażliwość emocjonalną, ADHD, łatwo się przebodźcowujesz regulacja nie jest dla Ciebie nowym słowem z internetu.
Regulujesz się całe życie.
Samokontrola jest Twoją drugą zmianą.
Tylko nikt za nią nie płaci.
Nikt jej nie wpisuje w zakres obowiązków.
Nikt nie dolicza jej do świątecznego budżetu energetycznego.
Na zewnątrz wszystko wygląda jak trzeba.
Siedzisz na firmowej wigilii. Szklanki, talerzyki, papierowe serwetki z reniferem. Śmiechy przy stoliku obok. Ktoś opowiada anegdotę, ktoś inny dolewa wina.
Kiwasz głową. Śmiejesz się w odpowiednich momentach. Pilnujesz, żeby nie przerywać. Żeby nie wejść komuś w słowo. Żeby nie wstawać co pięć minut od stołu, choć ciało bardzo by chciało przejść się po korytarzu.
Uśmiech zakrywa fakt, że to już dwie rozmowy za dużo. Że ta trzecia o „work–life balance” zaczyna Cię zwyczajnie nudzić. Że Twoja uwaga dawno wyszła z tej sali.
Końcówka roku bywa ciężka nawet dla układów nerwowych w wersji „standard”.
Raporty, podsumowania, zamknięcia projektów.
Szkoła dzieci, przedstawienia, „proszę upiec coś na kiermasz”.
Prezenty, listy, zakupy, korek przy centrum handlowym.
Jeśli masz wrażliwość wyostrzoną o kilka stopni – w grudniu często wchodzisz w święta już na minusie. Z niewyspaniem, z napięciem w karku, z poczuciem, że każdy kolejny dźwięk jest trochę za głośny.
A potem przychodzą Święta.
Więcej ludzi przy jednym stole.
Więcej zapachów, świateł, dźwięków.
Więcej „tekstów rodzinnych”, które wracają jak kolędy – co roku te same.
Dodaj do tego wrażliwość emocjonalną i dzieje się coś jeszcze: Twój system regulacji zaczyna pracować nie dla Ciebie, tylko dla otoczenia.
Regulujesz się po to, żeby nie robić sobie przemocy.
Po to, żeby Twoje ciało nie musiało brać na siebie więcej, niż jest w stanie unieść.
Po to, żebyś po świętach nie zbierała się z podłogi przez dwa tygodnie.
Samokontrola, której inni uczą się na kursach, dla Ciebie bywa codzienną, nieopłaconą pracą. Rok maskowania, dopasowywania się, pilnowania reakcji.
Nic dziwnego, że koniec grudnia zastaje Cię zmęczoną i wrażliwą.
To nie jest diagnoza charakteru.
To jest punkt wyjścia.
Co możesz zabrać ze sobą w Nowy Rok, oprócz świątecznego zmęczenia i kolejnych postanowień, które ktoś wymyślił za Ciebie?
Nie mam jednego złotego przepisu.
Mam kilka pytań i parę małych ruchów.
Możesz zacząć od zobaczenia, w których momentach dnia przestajesz dbać przy sobie.
Ten gest, kiedy wstajesz od stołu nie dlatego, że potrzebujesz wody, tylko dlatego, że chcesz załatać czyjeś napięcie.
Ten moment, w którym zaczynasz się śmiać z siebie, choć tak naprawdę wcale Ci nie jest do śmiechu.
Możesz zauważyć, po której scenie ciało mówi „dosyć”.
Ból głowy. Ścisk w żołądku. Ciężar w klatce piersiowej.
Nowy Rok nie jest magiczną gumką, która wymazuje wszystkie stare schematy.
Może być za to momentem, w którym postanawiasz nie kolejny raz „zmienić siebie”, tylko trochę inaczej siebie potraktować.
Zamiast długiej listy postanowień możesz zabrać ze sobą trzy ciche rzeczy:
pamięć, że Twoje ciało nie jest przeciwko Tobie często jest pierwsze w kolejce, żeby Cię ostrzec,
zgodę na to, że nie musisz być odpowiedzialna za dobry vibe przy każdym stole,
i prawo do granic, które nie muszą być spektakularne. Czasem wystarczy jedno „na dziś już dość”.
To świąteczne skrypty i oczekiwania często nie są szyte pod Twój układ nerwowy.
Regulacja emocji nie jest kolejną rzeczą, którą masz zrobić idealnie „od stycznia”.
Jest sposobem, żeby wejść w nowy rok tak, by po drodze trochę mniej siebie zgubić.
